RODO (GDPR) – nie taki diabeł straszny…

rodo_stempel

Każdy już chyba słyszał o RODO (Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych), które weszło w życie 25 maja 2018 roku. Internet,  radio i telewizja nie mówiły o niczym innym, a o możliwości nałożenia na nas kary 20 mln euro opowiadali w pracy, w parku i na niedzielnym spacerze.

Minęło około pół roku i emocje opadły pozwalając na nieco bardziej realistyczne spojrzenie. Zatem co w praktyce oznacza dla nas RODO? Powinniśmy się bać czy cieszyć? Gdzie szukać informacji lub pomocy?

Wymieńmy na początek korzyści z wejścia w życie ustawy:

  • Zmniejszyła się nieco liczba telefonów od natrętnych telemarketerów.
  • Łatwiej wypisać się z większości newsletterów.
  • Wiele podmiotów przetwarzających nasze dane zaczęło traktować nasze dane z większą troską.

Zatem efekty nie są tak spektakularne jak byśmy się spodziewali, jednak jest odczuwalna poprawa. Kiedyś kopiowanie dowodu osobistego podczas podpisywania umowy z operatorem sieci komórkowej było zupełnie naturalne. Na szczęście dziś rzadko jesteśmy o to proszeni. Ilość natrętnych telefonów, maili czy SMS-ów nie zmniejszyła się drastycznie, ale łatwiej się z nich „wypisać”. Łatwiej też usunąć konto w portalu społecznościowym czy innym serwisie.

Zatem przejdźmy do wad:

  • Wzrost kosztów działalności wielu przedsiębiorstw.
  • Zwiększenie biurokracji.

Firmy, które muszą przetwarzać dane osobowe musiały zapłacić za szkolenie pracowników, przystosowanie pomieszczeń oraz (co najbardziej kosztowne) dostosowanie lub wymiana systemów informatycznych. Najwięcej straciły banki, biura rachunkowe, kancelarie prawnicze, ale nie tylko. Nikogo dziś nie dziwi konieczność podpisania zgody na przetwarzanie danych osobowych podczas kupowania choćby karnetu na siłownię. Zatem biurokracja weszła na kolejny poziom, dostarczając od kilku do kilkunastu stron dokumentów na osobę. Powstał nawet specjalny podmiot mający sprawować pieczę nad przestrzeganiem postanowień dyrektywy. Był nim GIODO, który zdążył się nawet przekształcić w UODO.

Więc kto powinien bać się RODO?

Na szczęście odpowiedź jest dość logiczna. Bać się powinny osoby nieuczciwe, które celowo lub bezmyślnie udostępniają dane innym podmiotom. Te, które gromadzą niepotrzebne im dane (jak kopia dowodu osobistego) też powinny przemyśleć swoje postępowanie. Nie znamy jeszcze doniesień o nałożeniu gigantycznych kar na przeciętnego Kowalskiego, który przez przypadek wysłał e-mail nie do tego klienta co trzeba. Kary mają być „dotkliwe, ale nie powodujące bankructwo”.

Gdzie szukać pomocy?

Obecnie w internecie można znaleźć wiele stron internetowych, które dostarczają wyczerpujących informacji o naszych prawach i obowiązkach. Wiele firm oferuje też szkolenia.

Jednym z lepszych źródeł jest strona samego Urzędu Ochrony Danych Osobowych. W zakładce „RODO w praktyce” znajdziemy nie tylko użyteczne informacje, ale nawet pobierzemy program do oceny ryzyka naruszenia prawa.

Jeśli jesteś naszym klientem, wyjaśnimy Ci podstawowe kwestie bezpłatnie. Bardziej szczegółowe informacje, konsultacje z księgową lub informatykiem oraz pomoc w wypełnianiu dokumentów możesz u nas zamówić korzystając z zakładki kontakt.